Rozmowa z Janem Świerszczem
O akcji „Spoko, ja też”, młodzieży, polskiej szkole i nauczycielach z Janem Świerszczem, psychologiem w Kampanii Przeciw Homofobii i reżyserem akcji rozmawiała Magda Dropek.
Jak żyje się w polskiej szkole młodym gejom i lesbijkom?
Trudno to opisać. Moja wiedza pochodzi głównie z rozmów, z kilku badań, z tego co słyszę od osób, które chcą o tym opowiedzieć. Jest bardzo różnie. Są szkoły, w których kwestia orientacji seksualnej ucznia lub uczennicy, ekspresji płciowej, tego z kim chodzi, jak się ubiera, zupełnie nie ma znaczenia. Spotykam młode osoby, które po prostu „nie kumają” problemu. Słyszę, że w ich szkole homofobii nie ma i nasze działania są dla nich niezrozumiałe. To jest mniejszość, ale wybijająca się w jakiś sposób, bo tak szokująco różna od tego, co nam wychodzi w badaniach i od innych głosów, które do nas docierają.
Kanał komunikacyjny, którym docierają do nas informacje spoza Warszawy to przede wszystkim maile. Pisze młodzież z całej Polski. Są niewyoutowani, ich życie bywa naprawdę niewesołe. Najłagodniejszą formą prześladowania są przezwiska. Ludzie, których tylko one dotykają uważają, że mają szczęście, że nic złego ich nie spotyka. Tworzą płaszcz ochronny. Coś co ja nazywam przemocą psychologiczną, werbalną, dla niektórych jest pewną formą szczęśliwej codzienności.
Dlaczego szczęśliwej?
Bo może być wiele gorzej. Szantaże, niszczenie rzeczy, znęcanie się poprzez smsy czy Facebooka, wyśmiewania w formie zmasowanej nagonki w mediach społecznościowych. Młodzież dowiaduje się od swoich rodziców, że jest nienormalna, zboczona. Rodzice się odcinają, mówią: nie jesteś moim dzieckiem, wyrzucają z domu, bądź zamykają w pokoju. Te rzeczy, które nam wychodzą w badaniach – 25 proc. młodych osób widzi w szkole przemoc fizyczną i 80 proc. werbalną motywowaną homofobią - są poparte mnóstwem różnych smutnych historii, które docierają do KPH.
Czy homofobia to tylko problem prowincji?
Nie. Moim zdaniem różnice między tymi perspektywami ostatnio się raczej zacierają. Nie patrzmy na mniejsze miejscowości stereotypowo. Przecież to z Kędzierzyna-Koźla pochodzi polska awangarda szkolnych działań anty-homofobicznych: szkolne koło Amnesty International założone przez Marzannę Pogorzelską. To ona, nauczycielka angielskiego z małego miasta, w obronie swoich uczniów i uczennic LGBT rzuciła rękawicę ówczesnemu ministrowi edukacji, Romanowi Giertychowi. Ostatnio na warsztatach, jakie miałem z nauczycielkami jedna z osób uczestniczących powiedziała „I w środku Warszawy może być ciemnogród”. To daje do myślenia.
Co udało się już osiągnąć dla młodzieży?
„Dla” młodzieży? Coś jest nie tak w tym, że walczymy „za młodzież”, robimy rzeczy „dla młodzieży”, a nie ramię w ramię z młodzieżą. Długo nie była widoczna w tej dyskusji perspektywa młodych osób mówiących własnym głosem o sobie, mówiąca za siebie - bo my mówiliśmy za nich. To nas osłabia, nie pomaga nam, że występujemy w roli rzeczników, ekspertów osób, które nie mają twarzy, są niewidoczne, bo pozostają w ukryciu. Oczywiście, wyoutowanie i walczenie o swoje prawa jest trudne w sytuacji, gdy jest się zależnym od rodziców, nauczycieli i bezsensownych zasad, którymi często rządzi się świat dorosłych. A dlaczego zaciera się mi ta perspektywa wyjątkowości dużego miasta? Do KPH dociera dużo próśb ze szkół z mniejszych miejscowości. Żebyśmy przyjechali na lekcję, opowiedzieli o LGBT, o swojej działalności.
Od nauczycieli, dyrekcji, uczniów?
I tak, i tak. Piszą do nas uczniowie i uczennice - po porozumieniu ze swoim nauczycielem i dyrekcją, w ramach na przykład projektów gimnazjalnych. Do tej pory otrzymywaliśmy maile z rozpaczliwymi prośbami o pomoc: zróbcie coś, ale ja się nie ujawnię w mojej szkole. Teraz przychodzą maile: przyjedźcie do nas, mamy tydzień różnorodności, uzgodniłam to z panią dyrektor. Albo: przyjedźcie do nas na godzinę wychowawczą. Dużo się zmienia na lepsze. Wierzę – i wiem, że jest mnóstwo fajnych nauczycieli, nauczycielek, dyrektorów. Czasem wystarczy dobry pedagog i sojusz z dyrekcją, żeby otworzyć szkołę na różnorodność, mówienie o homofobii i tworzenie atmosfery szkoły otwartej na inność. To może się dziać wszędzie, nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych. I tak się dzieje!
Co zrobić, żeby było jeszcze lepiej?
Najważniejszymi agentami zmiany są nauczyciele, dyrekcje szkół, pedagodzy. To oni mogą zrewolucjonizować szkołę. Myślę, że aby oni mogli to zrobić - trzeba całkowicie odciąć, uniezależnić edukację od polityki. Jak to się przekłada na to co można zrobić, żeby młodzież czuła się bezpieczniej? Wiem, co może być najgorsze: na przykład posłanka Pawłowicz wypowiadająca się o kampanii „Spoko, ja też”. Niestety wielu polityków, to są osoby niekompetentne, robiące kapitał polityczny na nienawiści i najgorszych społecznych fobiach. Ci politycy zazwyczaj są totalnie oderwani od środowiska młodzieży i szkoły. Jednocześnie lubią ujawniać swoje uprzedzenia i przekonania wynikające ze stereotypów na temat edukacji i szkoły, jakby to były prawdy objawione. Oczywiście, edukacja zawsze będzie polityczna i nie uda się jej wyprać z ideologii, ale niech to będzie ideologia praw człowieka, przyrodzonej godności ludzkiej i wolności a nie ideologia partykularnych interesów politycznych partii rządzących.
Co zrobić, żeby było lepiej? W KPH przygotowałem kilka odpowiedzi właśnie dla nauczycieli i dla młodych osób. W 2012 roku opublikowaliśmy raport „Lekcja Równości. Postawy i potrzeby kadry szkolnej i młodzieży wobec homofobii w szkole”, który składał się z dwóch części: perspektywa nauczycieli i perspektywa młodzieży. Broszura „Lekcja równości. Materiały dla nauczycieli i nauczycielek” jest odpowiedzią na potrzeby nauczycieli, które wyniknęły bezpośrednio z badań, natomiast kampania społeczna „Spoko, ja też!” jest odpowiedzią na potrzeby młodzieży. To jest okazja, żeby uczniowie i uczennice zaczęli sami o sobie mówić, żeby sami te doświadczenia nazywali, ale też mówili o tym czego im brakuje, co boli, co jest ważne, co cieszy. Nie anonimowo, nie ustami swoich rzeczników w Kampanii Przeciw Homofobii, tylko sami.
Kto się zgłosił do udziału w kampanii?
Organizując kampanię zrobiliśmy rekrutację, także przy pomocy Queer.pl. Zgłosiło się ok. 40 osób – z całej Polski. Niektóre osoby niestety nie spełniały ramowych warunków – nie były już uczniami i uczennicami. Ludzie rezygnowali też, kiedy okazywało się, że ich udział będzie wiązał się z ujawnieniem – pokazaniem własnej twarzy. Duża część młodzieży miała już chęć zrobienia czegoś i to było przemyślane, potrafiliby o tym powiedzieć, ale nie byli gotowi – oceniali swoją sytuację, np. w szkole, w domu i decydowali się wycofać. Te 40 osób stopniało nam do bardzo małej liczby. Zostały osoby, które oceniły, że ich środowisko i otoczenie jest na tyle uporządkowane, że mogą w tej kampanii wystąpić. Nakręciliśmy materiał i wszyscy w KPH mówili, że robimy takie „It gets better”, chociaż nie byliśmy do końca pewni co wyjdzie z 16 godzin materiału. Po jakimś czasie zorientowałem się, że nie możemy tego nazywać „It gets better”, to nas prowadzi w kierunku, który być może nie jest polskim kierunkiem. Ale oczywiście, kampania amerykańska „It gets better” była moją inspiracją. Myślę, że jest lepiej i może być lepiej, ale nie chcę tworzyć takiej obietnicy. To nie jest przekaz, który chcieliśmy przekazać w kampanii. Jest, jak jest: różnie. I młodzież nie musi bać się o tym mówić.
Ja przede wszystkim widzę młodzież, która mówi: jesteśmy gotowi pokazać, że tu jesteśmy!
Uwielbiam wszystkich bohaterów i bohaterki tej kampanii. Znam ich opowieści na pamięć, spędziliśmy razem mnóstwo czasu na nagraniu i potem ja sam przesłuchując te nagrania przez 2 miesiące. Oni bardzo dużo z siebie dali, wykazali się siłą, otwartością, taką mocą, żeby opowiadać o trudnych sytuacjach, mierzyć się z nimi i jednocześnie pokazywać, że są i wszystko da się przeżyć, że należy się cieszyć życiem, że najważniejszy jesteś ty.
Jak nauczyciele reagowali na „Lekcję równości”?
Najpierw wysłaliśmy broszurę do zaprzyjaźnionych szkół – dostaliśmy podziękowania. Nie zawsze się pojawiają! (śmiech) Wysłaliśmy do bibliotek, wydziałów pedagogicznych różnych uczelni, nauczyciele i nauczycielki dostawali przy okazji szkoleń. Nie było kontrowersji: broszura była przyjmowana, dyskutowana i akceptowana. Natomiast jakiś czas potem wybuchła afera medialna zapoczątkowana przez pewien prawicowy dziennik. Inna prawicowa gazeta zatytułowała artykuł o „Lekcji Równości”: „Ewidentny zamach na Naród Polski”. Na pewno wrosło zainteresowanie publikacją, wszyscy zaczęli z wypiekami na twarzy poszukiwać pikantnych szczegółów, ale sami przyznawali, że nie ma tam nic takiego.
Oba wydarzenia zostały dobrze odebrane – i „Lekcja równości” i kampania. W przypadku broszury mieliśmy bardzo dobry feedback od czasopism zajmujących się kwestiami pedagogicznymi, niektóre chciały całe rozdziały przedrukowywać, od nauczycieli, instytucji edukacyjnych, także państwowych. Okazało się, że to jest strzał w dziesiątkę. Nie było dyskusji, że coś jest kontrowersyjne, ale że właśnie odpowiadamy na potrzeby środowiska nauczycielskiego. Podobnie jest z kampanią – odbiór jest bardzo pozytywny. Dziś szacujemy, że różnymi kanałami, także dzięki MTV Polska dotarliśmy z kampanią do ponad 700 tys. osób. Młodym ludziom się to podoba, lubią to.
Ja również :)
ja też bardzo się cieszę że wzięłam w niej udział, dzięki niej poczułam że warto być silnym i nie zważać na przeszkody które napotykamy na swoim życiu ... ;)
Rzep jest przekonany, że pomogliście wielu zagubionym i niepewnym nastolatkom, zresztą nie tylko :)
przeRzepiście z Was dumny!
i stąd: http://www.youtube.com/watch?v=P8ngFGkRdEY ???
Jest mnóstwo podobnych filmów, na których ludzie mówią o swoich przeżyciach do kamery. To nie jest oryginalny pomysł, ale konwencja kampanii "It get's better" znanej i odbywającej się (prawie) na całym świecie.
Zachęcam do poszperania w internecie zamiast rzucania oskarżeń.
Ja również :)
Gratuluje odwagi. Moja matka by mnie wywaliła z domu a ojciec zabił xd
Faktycznie chyba jest tak ze jak ktoś ma problem z homofobia to sobie mówi ze jest ok, bo przecież może być gorzej. W sumie jedyna homofobia z jaka sie spotkalem to dom, i Internet (nie na fb, tt, tylko na portalach informacyjnych) wiec chyba nie mam najgorzej.
Tak ogólnie to u mnie w szkole (post prywatne liceum) gdy ludzie sie dowiedzieli ze jestem gejem nic do tego nie mieli, zdarzały sie żarty na ten temat,cale takie nieobraźliwe, w dobrym stylu. No i dyrektor do którego poszedlem na rozmowę bo matka sądziła ze to szkolą zrobila ze mnie geja (idiotka -_-') mówil same fakty, czyli ze homo to nie choroba, ze na pewno nie nabyłem tego w szkole bo to niemozliwe. A facet jest katolikiem i co niedziele chodzi z żoną do kościoła. Czyli sie da byc normalnym czlowiekiem będąc katolikiem. Widocznie moja matka nie umie.